Postanowiłam, że te święta będą inne niż wszystkie
poprzednie. Nic na siłę. Jeśli czegoś nie zrobię, to świat się
nie zawali, a nerwów jednak szkoda. Chcąc uniknąć zbędnego chaosu i stresu,
na kartce rozpisałam strategię: kto? co? kiedy? gdzie? I z wielką
werwą, ochotą i zapałem przystąpiłam do realizacji planu. Jak to jednak
rzeczywistość uwielbia weryfikować moje plany i zamierzenia? Słów brak.
Początki wydawały się obiecujące. W tym roku
postanowiłam wszystkie dania dostosować do potrzeb Atopka i nie robić
dwóch zestawów. Znalazłam kilka fajnych przepisów, zaopatrzenie kuchni udało
się zrobić nie na ostatnią chwilę, więc byłam pełna nadziei, iż wreszcie
cała w skowronkach przygotuję świąteczną ucztę.



